fbpx

Dziki świat chłopców

Pamiętacie filmy, na których małe lewki wesoło harcują, podgryzając się w uszy, drapiąc po pyskach i wywracając? Zdarza się, że któreś wyjdzie z tej zabawy lekko poturbowane, ale nigdy poważnie. Te pozornie brutalne zabawy to wpisany w ich naturę sparing, który ma je przygotować do dorosłego życia. Patrząc na baraszkujące lewki, trudno nie skojarzyć ich zachowania z zabawami małych chłopców. Rodzice wychowujący większą liczbę synów, w sensie od dwóch wzwyż, z lekkim znudzeniem przyglądają się takim zachowaniom swoich dzieci. Osoby, które nie są jednak przyzwyczajone do takich przedstawień, mogą być szczerze poruszone pozorną gwałtownością chłopięcych zabaw. Czy słusznie?

 

Okazuje się, że chłopcy od najmłodszych lat uwielbiają wszystko, co oparte na rywalizacji i walce. Nie ma to nic wspólnego z „niegrzecznym zachowaniem”, któremu często przypisuje się tego typu zabawy. Szczególnie w konfrontacji z ułożonymi dziewczynkami, organizującymi herbatki dla lalek i eleganckie bale z udziałem księżniczek, chłopięce naparzanki oceniane są czasem jako agresywne i ryzykowne. Podział na „grzeczne dziewczynki” i „niegrzecznych chłopców” bardzo często pokutuje w przedszkolu lub w szkole i stanowi na ogół wyraz bezradności lub niewiedzy pedagogów, a nie faktycznego stanu rzeczy.

Chłopcy bawią się po prostu inaczej niż dziewczynki, bo są inni. Bardziej ruchliwi, od najmłodszych lat potrzebują wiele aktywności fizycznej, balansując często na granicy ryzyka i poszukując nowych wyzwań. To jest ich sposób na poznawanie świata i naturalny rozwój. Potrzebują adrenaliny do tego, aby poczuć się dobrze, a zabawy w wojny, polowania lub wyścigi nie wynikają z braku wychowania lub szacunku dla kolegów, tylko z tej naturalnej „dzikości”, drzemiącej w każdym z nich. Cecha ta wpływa również na to, w jaki sposób chłopcy podchodzą do kwestii rozwiązywania konfliktów.

Na ogół znacznie chętniej uciekają się do konfrontacyjnego załatwiania spraw przy pomocy pięści, zamiast starannego analizowania przyczyny problemu. To rolą rodziców jest nauczenie chłopców, jak rozmawiać o emocjach, bo zwyczajnie mogą tego nie umieć. Zanim posiądą tę umiejętność, najbardziej „wygadani” będą przy okazji wykonywania innych czynności, na przykład podczas wspólnego spaceru, albo gry w piłkę. Wymaganie od małego, żywiołowego chłopca, żeby opowiadał o swoich uczuciach spokojnie siedząc i patrząc w oczy, to całkowite nieporozumienie. Właśnie z takich rozmów „mimochodem”, podczas gry lub zabawy, można dowiedzieć się bardzo wiele o swoim dziecku – trzeba tylko uważnie słuchać.

W zabawach z kolegami chłopcy szybciej i bezpośrednio są skłonni rozwiązywać potencjalne konflikty. W przeciwieństwie do dziewcząt, które obmyślają bardziej wyrafinowane metody odwetu, typu obrażanie się czy obgadywanie, nie unikają konfrontacji i na bieżąco załatwiają swoje porachunki (często przy pomocy szturchańców i przepychanek). Dzięki temu ich wzajemne relacje są na ogół bardziej transparentne niż w przypadku dziewczęcych grup rówieśniczych.

 

Dawanie dzieciom swobody w rozwiązywaniu konfliktów nie jest rzecz jasna równoznaczne z przyzwoleniem na agresję i przemoc. Czuwajmy zatem nad ich bezpieczeństwem i uczmy etycznego postępowania, ale nie ingerujmy w każde nieco gwałtowniejsze przejawy ich wzajemnych relacji opartych na „szorstkiej męskiej przyjaźni”.

Chłopcy, którzy na ogół są bardziej impulsywni w swoich reakcjach, mniej zdolni odczytywać i wyrażać emocje, potrzebują dodatkowej zachęty do mówienia o nich. Są z kolei znacznie lepsi we wszelkich formach działań, wymagających aktywności fizycznej, używania ruchu i siły. Chętniej podejmują się także wszelkich wyzwań związanych z konkurencją. Dlatego też warto nakierować ich energię w stronę zajęć sportowych, które pomogą dać upust dzikiej stronie natury małych lewków w bezpieczny sposób, korzystny dla ich zdrowia i rozwoju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *